Opowiadanie III

Opowiadanie III

 

8 kwietnia 1938, piątek, godz. 20.30
Park przy Strzeleckiej

Stanisław Rolicki przeszedł spacerowym krokiem przez bramę parku przy Strzelnicy przyglądając się z uwagą budowli. W Strzelnicy od wielu lat funkcjonowała z powodzeniem restauracja. Przez duże szyby widać było siedzących gości. Ze zdziwieniem zauważył Józefa Jezierskiego, który z wielkim skupieniem słuchał siedzącej tyłem do okna kobiety. Stanął i przyjrzał się jej uważnie. Kiedy okręciła na chwilę głowę rozpoznał Weronikę Kozierską! A więc jednak nie poszli szukać domu jej przodków, jak wspominała wychodząc! Cofnął się w cień drzewa, bo kobieta odwróciła głowę w stronę okna. Przez chwile wydawało mu się, że podejrzliwie rozgląda się, bacznie przeczesując wzrokiem teren parku przy restauracji. Jakby czegoś się obawiała? Gdyby mógł usłyszeć o czym rozmawiają… Zaraz jednak porzucił tą myśl. Miał ważniejszą sprawę do załatwienia.
Udając dalej spacerowicza wyszedł z cienia drzewa. Kiedy jednak znalazł się po za zasięgiem latarni i świateł z okien budynku przyspieszył kroku. Już nie szedł powoli, od niechcenia stukając laseczką po bruku. Jego ruchy stały się zdecydowane i sprężyste. Ruszył w głąb parku, w kierunku żydowskiego cmentarza.
Postanowił wybrać trasę z dala od ulicy Leszczyńskiej, skąd, mimo krzaków i drzew, mógł zostać oświetlony reflektorami przejeżdżającego samochodu. Szedł ostrożnie, ale o mało co, a wpadłby na betonowe wejście do znajdującego się pod ziemią pomieszczenia obsługującego strzelnicę.
Nie chciał ryzykować, że następnym razem zderzy się z czymś podobnym. Wyjął z kieszeni latarkę, owinął ją chusteczką, żeby nie dawała zbyt mocnego światła i włączył. Teraz ostrożnie posuwał się w kierunku znajdującemu się na wzniesieniu kirkutowi. Pojedyncze macewy, często przekrzywione, oświetlane przez księżycowe światło delikatnie wyłaniały się z cienia. Żydowski cmentarz był zaniedbany. Większość Żydów wyjechała zaraz po pierwszej wojnie światowej. Została praktycznie tylko jedna rodzina, która przez jakiś czas starała się utrzymać prawo do posiadania rozpadającej się synagogi przy ulicy Kolejowej. Na nic jednak zdały się próby sfałszowania i podwyższenia liczby mieszkających w mieście wyznawców mojżeszowych. Nie miał też kto dbać o coraz bardziej podupadający kirkut.
Rolicki przeszedł do najbardziej odległej części cmentarza. Tu, w miejscu otulonym ciasno przez potężne drzewa i krzewy nie dochodziło nawet światło księżyca. Stare, mające pół wieku zarośla stanowiły naturalną granicę żydowskiego cmentarza i przylegających, opłotowanych terenów. Chwilę stał przyglądając się starym macewom, po czym ruszył w tamtą stronę. Za linią krzaków zatrzymał się, pochylił i zaczął przyglądać się ziemi. W pewnej chwili drgnął. Chyba znalazł to, czego szukał!
Kiedy sięgał do kieszeni poczuł, że potężne uderzenie miażdży mu obojczyk. Mimowolnie krzyknął z bólu. Miał pewność, że cios kierowany był w głowę, a tylko dlatego, że postanowił się podnieść, napastnik pchybił o kilkanaście centymetrów. Upadł na kolana. Automatycznie powstrzymał się od odwrócenia głowy i sprawdzenia kim jest atakujący. Najpierw należało się ratować! Rzucił się na mokrą trawę i spróbował przeturlać kilka metrów. Rozbłysła latarka jego prześladowcy. Snop światła zaczął przeszukiwać teren. Ostre światło całkowicie go oślepiło. Spróbował poderwać się na nogi, kiedy poczuł uderzenie w czoło i zaczął zapadać się w głęboką, ciemną studnię.

You have no rights to post comments

Related Articles