Opowiadanie VI

Opowiadanie VI

9 kwietnia 1938, sobota, godz. 10.00
Gostyń, Hotel Francuski
- I co? Znalazłeś coś ciekawego? 
Janicki pokręcił głową, ale sięgnął po notes i ołówek. W czasie, kiedy prokurator rozmawiał z podejrzanymi, miał dokładnie sprawdzić ich pokoje. Tak jednak, by nikt niczego nie zauważył.
- Józef Maicher ma sporo ulotek. Może nawołujących do przewrotu? Nie wiem. Ale można go za to pewnie wsadzić.
- Zajmujemy się usiłowaniem morderstwa. Panu Maicherowi przyjrzymy się później. Co jeszcze?
- Pani Iwona Pylińska ma taką małą maszynę do pisania „Diplomat” w walizce przenośnej. Papier jaki w niej był wkręcony nosił nadruk „Polska Agencja Informacji Handlowej”. Chyba poznański oddział. Kobieta ma sporo dziwnych kosmetyków, moja żona połowy takich nie ma.
- To jej kup, a nie marudź – uciął Karski. – Co jeszcze?
- Weronika Kozielska ma przy łóżku zdjęcie w ramce. To dziwne, że kobiety zabierają takie rzeczy w podróż.
- Wiele jeszcze się od życia musisz nauczyć – mruknął prokurator. – Pewnie jej ukochany.
- Też tak myślałem, ale coś mi nie pasowało.
- A co mianowicie? – gadulstwo Janickiego było męczące, ale jego działania przynosiły efekty. Miał intuicję, a to bardzo się liczyło w tej robocie.
- Oni są do siebie podobni. Znaczy Weronika i ten facet ze zdjęcia. Wyjąłem z oprawki, ale z tyłu nie było napisane kto na nim jest, tylko dedykacja „Dla W od W – na brata zawsze możesz liczyć”.
- Może bliźniaki, oni zawsze czują ze sobą mocne więzi – wzruszył ramionami Karski. – Co dalej?
- W pokoju Miro nie znalazłem nic ciekawego. Jakieś notatki prasowe. Legitymacja dziennikarza, rzeczy osobiste, flaszka okowity. Widać panowie z prasy lubią przed snem wypić. W sumie nic ciekawego nie znalazłem.
- Wręcz odwrotnie – poklepał go po plecach prokurator. – Wręcz odwrotnie.
Zanim zdążył wyjaśnić, co miał na myśli, wszedł szef policji z średniej wielkości workiem.
- Rzeczy ofiary – rzucił krótko.
- Co z nim? - spytał Karski.
- Jest nieprzytomny. Lekarze robią co mogą, może się wybudzi. 
Karski sięgną do policyjnego worka, wyjął przywiezione rzeczy i poukładał je na stole. Ubranie było dobrej jakości, choć pozostały na nim ślady upadku na trawę. Karski dotknął materiału marynarki. Był gruby, suchy i delikatnie chrzęścił w przy dotyku, co oznaczało, że wykonano go z wysokiej jakości wełny. Przejrzał kieszenie. W górnej, lewej znalazł małą kartkę. Rozwinął i znieruchomiał. 
- Chyba mamy to, czego szukano w jego pokoju.
- Co tam jest? - zainteresował się Janicki.
- Jakaś notatka na temat trupa – mruknął Krzyżostaniak. – Czytałem w szpitalu. 
list nr 23
sprawa załatwiona – co to znaczy?
trup?  
zakopał: kirkut od południa
czeka na przesyłkę i instrukcje
akcja 4 czerwca
- To nie list – pokręcił głową Karski. – To notatki. Notatki z listu nr 23. Dziwne!
- Co robimy?
- Jedziemy na Strzelecką – prokurator zaczął szybko się ubierać. – Weźcie ze trzech ludzi i łopaty. I lekarza! Ja muszę jeszcze porozmawiać z panem Jezierskim. Spotkamy się na kirkucie.
- Po co?
- Jedziemy szukać trupa.

You have no rights to post comments

Related Articles