Prolog

Prolog

Prolog
12 maja 1926
Oberża Waleńskiego.
Godz. 20.30

    - Już myślałem, że wcale pan nie dotrzesz – burknął Józef Kudłacz na widok podchodzącego do stolika wysokiego bruneta. Podniósł kufel do ust, dopił piwo i skrzywił się. Nie smakowało najlepiej, ale zdarzało mu się pić już gorsze. Spojrzał krytycznie na ledwie centymetrową pianę utrzymująca się na powierzchni, westchnął i dopił do końca.
    Na szczęście zapadł już zmrok i przez okno nie widać już było rozdeptanego końskimi kopytami placu targowiska z piętrzącymi się co kilka kroków zwierzęcymi odchodami koni, krów, świń. Jakby ten teren w centrum miasta nie można było inaczej zagospodarować. Tylko w tym mieście od czasów odzyskania niepodległości rządziły dwie partie narodowcy zwani popularnie endecją i Narodowej Partii Robotniczej, do której sam należał. Na okolicznych wsiach bezwzględną przewagę posiadało centro-prawicowy PSL „Piast” Wincentego Witosa. Inne partie, szczególnie te lewicowe nie miały tu racji bytu, a Piłsudskiego oskarżano o niechęć do Powstania Wielkopolskiego.
    - Podać to samo szanownemu panu radnemu? – Właściciel oberży pojawił się znikąd i stanął koło stolika. Przybycie dodatkowego klienta nie mogło umknąć jego uwagi, ale Kudłacz zdawał sobie sprawę, że zasłużył sobie u Waleńskiego na specjalne traktowanie.
    - Daj pan jeszcze nam po piwie i krwistym steku dla mnie i mojego przyjaciela, bo zgłodniałem czekając. Ale piwo dajcie ze świeżej beczki, bo to stare to możecie podać, jak tu przyjdą te narodowe bojówki, a nie szanowni klienci. Tak, panie Rafale?
    Przybyły kiwnął tylko głową. Z roztargnieniem odłożył kapelusz cienkie palto na stojący opodal wieszak. Był przystojnym, eleganckim mężczyzną po trzydziestce, jednak teraz poszetka w butonierce była niechlujnie wsadzona, kołnierz marynarki wygięty, a fryzura, która wydostała się spod modnego kapelusza na pewno wymagała poprawienia.
    - Mam nadzieję, że nie na kolację w milczeniu wysłałeś mi pan zaproszenie. – Miejski radny Narodowej Partii Robotniczej przetarł chusteczką łysinę. Jego nazwisko zdecydowanie nie pasowało do wyglądu. – Sądząc po tym, żeś mocno wzburzony, musi to być coś wyjątkowego.
    - Coś się dzieje w Warszawie – wydusił z siebie Rafał Kuć pochylając się nad stołem.
    - Coś się dzieje w Warszawie już od dłuższego czasu – wzruszył ramionami Kudłacz. – Kolejny, nie wiem który już po wojnie, może czternasty rząd już się tworzy. Witos ma być premierem, ale nie w smak to Dziadkowi Piłsudskiemu. Taki wywiad walnął wczoraj dla Kuriera Porannego, że im cenzura cały numer zarekwirowała. Ledwo trochę nakładu rano się ponoć sprzedało. Znajomy mi dzwonił co udało mu się jeszcze kupić…
    - Też dzwoniłem do znajomego – przerwał mu młodszy mężczyzna. – Do Warszawy. Dziś popołudniu.
    - No i co? To nie zabronione – zakpił radny. – Chyba, że nasi endeccy koledzy zrobią narodowy zamach, jak ten ich Mussolini i zapędzą nas w kozi róg.
    - Dzwoniłem, ale.. - przerwał na chwilę umożliwiając kelnerowi postawienie na stoliku dwóch kufli z piwem i ociekających krwią steków z gorącą kapustą i ziemniakami.
    - Połączenie z Warszawą jest zerwane! – wydusił z siebie kiedy zostali sami.
Kudłacz umoczył wąsy w piwie i przez chwilę delektował się produkcją gostyńskiego browaru. Odstawił kufel i przysunął sobie talerz ze stekiem. Odkroił spory kawałek mięsa i wsunął go do ust. Kamiński już zaczął się zastanawiać, czy w ogóle jego rozmówca usłyszał, co powiedział, kiedy działacz NPRu podniósł głowę i mruknął z pełnymi ustami.
    - Czyli się zaczęło.
    - Co się zaczęło?
    Kudłacz przetarł wąsy serwetką i podniósł głowę.
    - Skoro premier Witos postanowił zatkać usta samemu Marszałkowi konfiskując jego wywiad, to musiał podać jakieś podstawy prawne. Sądzę, że dokonano cenzury pod pretekstem nawoływania do rozruchów. A to wiązać się musi z kolejnym krokiem: oskarżeniem Piłsudskiego o działalność antypaństwową. A Józefy nie lubią czekać z założonymi rękami na ruch przeciwnika, wiem po sobie – zaśmiał zadowolony ze swojego dowcipu, ale zaraz spoważniał. – Czyżby Marszałek zdecydował się na zamach stanu?
    - Zadzwoniłem do siostry ciotecznej z Milanówka. Mówiła, że od stolicy słychać wystrzały.
Przez chwilę zapadła cisza. Kudłacz zdawał się być pochłonięty talerzem z parującą zawartością, jakby nie jadł od kilku dni. Kuć patrzył zafascynowany jak Józef z dziwną satysfakcją kroi kolejne kawałki prawie surowego mięsa i pakuje sobie do ust.
    - Wystygnie panu, a szkoda, bo tutejszy kucharz robi wyjątkowy stek. Jest krwisty, a jednocześnie miękki. A pan, jeszcze pan nie zacząłeś jeść, a już ufafluniłeś sobie rękaw marynarki – zganił go Kudłacz. – na głodnego ciężko się myśli. Bez jedzenia procenty też za szybko uderzają do głowy. Ten tu, Kubuś Kreft – wskazał na stolik pod ścianą, gdzie kiwał się na krześle z trudem utrzymując równowagę sześćdziesięcioletni blondyn z fryzurą na jeża – przyszedł godzinę przed tobą, a już ma dość. No chyba że gdzieś wcześniej popił.
    - Masz pan zamiar o jedzeniu i piciu mówić w takiej sytuacji – oburzył się Kamiński, ale sięgnął po talerz.
    - Jeżeli Piłsudski zaczął przewrót, a myślę, że on zaczął, nie czekał na ruch Witosa, to wszystko zależy od prezydenta. Oby jak najszybciej zdymisjonował rząd. Bo jak nie, to poleje się więcej krwi – Kudłacz mówił powoli patrząc w okno. – Ale my musimy wiedzieć, co będzie tu, w Poznańskiem.
    - Poznań opowie się przeciw Piłsudskiemu.
    - To pewne – żachnął się radny NPR. – Tu rządzi endecja, ale wśród moich partyjnych kolegów jest już rozdział. I trzeba to wykorzystać.
    - To o czym pan mówi, to wojna domowa! – Kuć spojrzał z przerażeniem. – Kiedy ludzie się o tym dowiedzą, wybuchnie panika.
    Już od kilku dni można było wyczuć niepokój na ulicach. Im większe miasto, ty bardziej ten stan napięcia można było wyczuć. Coraz częściej dochodziło też do starć bojówek partyjnych.
    - Komuś jeszcze o tym mówiłeś?
    Mężczyzna zawahał się – Nie. Nikomu o tym nie powiedziałem.
    - Gostyń, podobnie jak całe Poznańskie opowie się za Witosem – pokiwał głową Kudłacz. – Ale jeśli znajdziemy coś, co by zohydziło endecję i zwolenników Witosa, to możemy pozyskać przychylności ekipy, która przejmie władzę. Jest kilku zwolenników Piłsudskiego w mieście. Teraz jest czas, żeby się określić, panie Rafale, po której stronie stoimy.

You have no rights to post comments

Related Articles

Opowiadanie II

Opowiadanie II

Dotychczas nieopublikowane