Opowiadanie VII

Opowiadanie VII

9 kwietnia 1938, sobota, godz. 11.15
Gostyń, Kirkut przy Strzeleckiej

Czego szukamy? – Janicki dyszał podchodząc.
Pozostała reszta mężczyzn stała już pośród macew i rozglądała się na boki.
- Myślę, że Rolicki też tego szukał – Karski potarł brodę. – To miejsce jest idealne. Wokół pochowani, więc kolejny trup nie zrobi różnicy. Żydów już w mieście prawie nie ma, więc nikt nie odwiedza tego miejsca.
- Ale chyba nie mamy przekopać całego terenu? – przeraził się jeden z policjantów.
- Będzie potrzeba, Antoni, to przekopiesz jeszcze pole obok – warknął Krzyżostaniak.
- Szukamy miejsca, gdzie ziemia wystaje trochę ponad grunt – prokurator rozglądał się wkoło. – Na pewno też musiał przysypać ją kamieniami, żeby lisy albo inne drapieżniki nie wygrzebały. Może na wierzchu są jeszcze jakieś liście. No i szukamy – obrócił się w kierunku Brzezia – od strony południowej.
- Panie prokuratorze, tu za krzakiem mam coś takiego, jak pan opisał – najmłodszy z policjantów pomachał ręką.
Faktycznie, tuż za dziką kaliną, na której już pojawiły się pąki, znajdowało się nieregularne usypisko kamieni na małym wzgórku.
- No to do roboty, nie sądzę, żeby zakopano go głęboko – zatarł ręce Karski.
- Ale kogo, panie prokuratorze? – policjanci nie byli wtajemniczeni w zadanie.
- Trupa, Antoni, trupa!
Odrzucenie kamieni i ułożenie ich na stercie pod krzakiem nie zajęło dużo czasu. Dużo dłużej zajęło kopanie. Ziemia była jeszcze twarda, a policjanci mieli za zadanie wbijać sztyl łopaty bardzo ostrożnie. Tak jak Karski przewidział, ciało leżało płytko, na głębokości około pół metra. Kiedy łopata odsłoniła pierwszy fragment ciała, najmłodszy z policjantów wybiegł z wykopanej dziury i zwymiotował za pobliską macewą. Jego koledzy sprawnie odsłoni pozostałą część zwłok.
- Co pan o tym sądzi, doktorze? – Karski zwrócił się do stojącego obok i palącego papierosa lekarza.
- Typowe – żachnął się – jeszcze nawet nie mam na stole zwłok a już pytacie o czas zgonu.
- Taka moja praca.
- Nie śmierdzi, więc już sporo czasu minęło. Trudno określić dokładnie, bo mroźna zima w tym roku mogła opóźnić procesy. Myślę, że co najmniej cztery miesiące, bo zaczął się już rozkład tkanek miękkich. Ale na pewno nie leży tu dłużej niż rok.
- To by się zgadzało – mruknął Karski.

You have no rights to post comments

Related Articles