Trójka jeźdźców wolno posuwała się wydeptanym leśnym traktem. Czasy nie były bezpieczne i każdy poruszał się z bronią, jednak widok uzbrojenia tej grupy wskazywał, że nie byli to zwykli podróżni. Dwóch miało przypasane do boków siodeł tarcze. Każdy z nich miał przytroczony do pasa krótki miecz, a mężczyzna jadący na najdorodniejszym rumaku, dodatkowo bogato wykończony sztylet. Ten właśnie człowiek wydawał się dowódcą grupy. Do niego zwrócił się po młodszy z jeźdźców.
- Jeszcze raz dziękuję Wojgniewie, że zgodziłeś się na moje towarzystwo. To zaszczyt móc podróżować z tobą. O przepraszam, Persunie twoja obecność też jest mi bardzo miła – dodał, kiwając głową w kierunku starego człowieka w wysłużonym, nabijanym ćwiekami kaftanie.
- Zawsze raźniej w kilku podróżować, Bormirze – odpowiedział człowiek nazwany Wojgniewem. – Ale nie pierwszy raz jedziesz tędy, prawda? Twój rumak idzie jak po sznurku i nie jest ciekawy okolicy. Mógłby iść z zawiązanymi oczami.
- To koń po stryju, pewnie kiedyś tędy jeździł. A okolica tu piękna.
- Kiedy człowiek młody, wszystko wydaje się piękne – zagderał stary Perskun. – A wiły aby czekają przy ostępach. Chmurnice już wiszą nad nieroztropnymi młodzieńcami!
- A widziałeś choć raz rusałkę? – roześmiał się Wojgniew. – Może jakaś piękna dziewczyna wydawała ci się boginką? A może ty przed małżeństwem uciekałeś, a nie przed demonami.
- Możesz się panie śmiać, ale kiedyśmy pokonani, z ranami od Wieletów i Wichmana zadanymi w las uciekaliśmy, wielu poginęło, co się w borze poukrywało.
- To brałeś udział Perskunie w tej klęsce, co to nawet brat księcia Mieszka poległ? – podniecił się Bormir. – Mówią, że to wielka bitwa była…
- Pan mój, Wojgniew, wtedy z poselstwem był daleko, nie mnie wiedzieć gdzie. Mnie polecił tylko dobytku pilnowanie i spraw swoich, ale kiedy książę wici puścił, kiedy ruszyła drużyna i kopijnicy, nie mogłem sam zostać…
- Pono klęska to była straszna…
- Wielu naszych wtedy do niewoli się dostało. I mówią, że Niemce wszystkich wycięli. Trzy lata, a otrząsnąć się nie mogę, ale pewnie książę już zemstę planuje.
- Ktoś ty? – ostry głos Wojgniewa przerwał rozmowę.
Dość nagle wyjechali zza zakrętu duktu, który zbliżał się do brzegu strumienia. Siedział przy nim dobrze zbudowany człowiek, odpoczywający na kamieniu i czekający aż jego koń nasyci pragnienie.
- Niech bogowie mają was w opiece – podniósł się i z wyciągniętą dłonią zbliżył do najeżdżających. – Jam jest Raszbor z Odlęsiw.
- Na mnie mówią Wojgniew, ten mały to Perskun, mój stary druh, a ten młody rycerz, którego w grodzie stołecznym Giecz poznałem, nazywa się Bormir. Co cię sprowadza w te okolice?
- Do krewniaka mojego zmierzam, rodzinne sprawy wymagają zachodu – uśmiechnął się Raszbór. Chwycił końską uzdę i zgrabnie wskoczył na konia. Kiedy zdjął kołpak, oczom przybyłych ukazała się łysa, przybrudzona przydrożnym kurzem głowa.  Jego wzrok przemknął po twarzach trzech jeźdźców. Perskun zmarszczył czoło, wyraźnie nad czymś się zastanawiając. – W takim towarzystwie nie strach przemierzać dzikie knieje. Strzeżone karawany przewożą kupców i mędrców. Nie każdego stać na zapewnienie sobie bezpieczeństwa oddziałem zbrojnych.
- Niedawno, na południu, spotkałem w drodze Żyda sefardyjskiego, który był kupcem, ale spisywał, co zobaczył  w podróży – wtrącił Bormir. – Mówił, że nasz kraj ze słowiańskich najpotężniejszy. I ciągle coś tam zapisywał sobie.
- Jedni walczą mieczem inni paktami i układami – powiedział w zamyśleniu Wojgniew.
- Moja ręka i do miecza i do pisma nawykła – pochwalił się Raszbór.
- Rzadka to umiejętność u rycerza – zauważył Bormir.
- Świat dzisiejszy wymaga od nas coraz więcej – uśmiechnął się łysy rycerz. – Już nie tylko zachodni kapłani i ich mnisi rozumieją mowę pergaminu i kamienia. Jeżeli chcemy sprostać Bawarom, Szwabom i Frankom, musimy im dorównać w uzbrojeniu, sile, ale i taktyce.
Okolica nie wyglądała na gęsto zamieszkaną. Ziemia była tu piaszczysta i nie było wielu chętnych do osiedlania się na tych terenach. Co innego niżej, w widłach rzeczki Kani, której bagniste rozlewiska widać było w oddali. Ale to właśnie w tym miejscu, na szlaku ze stołecznego grodu Polan, Poznania, w kierunku będącej w czeskich rękach grodom Ślęzan, któryś z przodków Mieszka, a może nawet samego Popiela, wyznaczył stanicę dla podróżujących. Z czasem przerodziła się ona w mały gród strzegący porządku w okolicy. Tam, na szczycie małej piasecznej góry, czekało na nich wytchnienie w podróży.
Musieli być od dawna obserwowani, bo zaledwie zbliżyli się do drewnianej bramy grodu, wyszedł im naprzeciw niski, korpulentny człowiek. Ubezpieczało go kilku łuczników z niedbale opuszczoną, ale gotową do strzału bronią. Z tyłu gromadziła się gromada dzieci z rozdziawionymi gębami, a za nimi kobiety, nieodzownie szukające sensacji w nudnym życiu małej społeczności.
- Jam jest władyka Daścisław.  Czterech zbrojnych w okolicy może sugerować problemy, a ja na moim terenie nie życzę sobie żadnych rozbójników i w imieniu księcia karać będę.
- Nie jesteśmy rozbójnikami – na czele jeźdźców wysforował się najpotężniejszy z nich. – Jestem Wojgniew, podróżuję z moim przyjacielem Perskunem oraz towarzyszem podróży Bormirem. Nie są to czasy wojny, żebym grododzierżcy musiał wyjaśniać celu swojej podróży.
- Bormir? Czy twoim ojcem nie jest Świętosław z Libawy, syn Radoszława? – komes aż podskoczył, kiedy zapytany potwierdził. – Znałem jeszcze starego Radoszława, jak się martwił, czy ród mu nie zginie, bo dopiero tuż przed śmiercią spłodził jedynego syna. Teraz pewnie byłby dumny z tak dorodnego wnuka. A czwarty z waszych towarzyszy?
- Jam Raszbór - wysunął się na przód łysy rycerz. - I niech bogowie w opiece mają was i waszą małżonkę.
- A i dziękować za towarzyskie i miłe pozdrowienie panów - uśmiechnął się władyka. - Żona moja Nimięga jest zajęta, ale w domu z kołem nad drzwiami, na wschodnim skraju przygrodzia możecie coś zjeść, a i miejsce żeby głowę na sianie położyć się znajdzie. Znajdziecie tam kupców i rycerza, który od pięciu dni już się zasiedział, tak mu tu widocznie dobrze. A może nasze panny mu się spodobały? – zarechotał. Widząc jednak, że Bormił się rumieni, szybko dodał - Nie chcę mieć tylko żadnych kłopotów...
- Nie musisz się panie obawiać, mamy płaciwa i nie szukamy rozboju. Mamy ważne listy, czy będą tu bezpieczne?
- Mam wiernych ludzi, a ważne listy mogę wam przechować w wieży pod strażą.
- Jak są straże i łucznicy, to nam to całe bezpieczeństwo wystarczy - odparł Wojgniew.
- Kiedy już się rozgościcie, wproszę się na łyk piwa. A i nie bez podarku przydatnego dla wędrowców przybędę. Moja żona i jej siostrzenica Gosława, która od paru miesięcy przez ojca do nas została przysłana, na pewno co na ząb przygotują - skinął głową wyraźnie już uspokojony Daścisław.

Do kolejnej Gry zostało...

Start GRY: 31.03.2018 19:00 163 dni

Odwiedza nas

Dziś54
Wczoraj75
Tydzień290
Miesiąc1200
Total34882

Who Is Online

1
Online