Opowiadanie VIII

Opowiadanie VIII

Gmach Sądu Powiatowego
7 kwietnia 1912, godzina 16.00

- Czy znał pan Paula Randersa?
Waldemar Majewski wyprostował się na krześle i sięgnął do cygaretki. Chwilę ugniatał papierosa w dwóch palcach, zanim włożył do ust i zapalił.
- Mógłbym odpowiedzieć, że nie. Ale nie byłaby to całkowita prawda.
- Spotkał się pan z nim?
- Nie zdążyłem, choć po tym spotkaniu wiele sobie obiecywałem. Nie tylko ja zresztą.
Karski ze zniecierpliwieniem uderzył dłonią w blat biurka.
- Albo zacznie pan mówić z sensem, albo każę zamknąć pana w areszcie.
Majewski spojrzał mu w oczy i spokojnie wydmuchnął w sufit kłąb dymu. – Ci ludzie, których zgromadził pan w salonie w wieczór morderstwa… Żaden z nich nie był tam przypadkowo. Żaden!
- Zacznijmy więc od pana…
- Ja też oczywiście. Randers nas tam zebrał. On coś znalazł, wiadomości na temat starożytnego, legendarnego kaduceusza. I był na tropie. Drobny złodziejaszek i szantażysta, któremu w ręce wpadła fortuna i nie wiedział jak z niej skorzystać. Ktoś prawdopodobnie zlecił mu poszukiwania i zupełnie przypadkowo wpadł na trop. Skontaktował się ze mną…
- Dlaczego właśnie z panem? – przerwał mu prokurator.
- Sądzę, że muszę to panu zdradzić. Mam wysokie wtajemniczenie, najwyższy stopień wśród poznańskiej masonerii. Dla nas kaduceusz ma ogromne znaczenie.
- Finansowe również…
- Finanse nigdy nie stanowiły dla nas problemu. Kwestie awansu naszych braci też… – przesłuchiwany uśmiechnął się znacząco.
- Co proponował Randers? – Karski zignorował sugestie. Podszedł okna i zaczął przyglądać się ulicy, pozornie nie poświęcając Majewskiemu większej uwagi.
- Bezpośrednie informacje na temat ukrytego kaduceusza.
- Tylko tyle?
- Aż! Gdyby udało nam się go zdobyć…
- Co to ten kadeceusz?
- Magiczny przedmiot. Skrzydlata różdżka owinięta dwoma bliźniaczymi wężami. Znak ten został znaleziony między innymi w Egipcie, Indiach, Mezopotamii. Być może pierwotnie była symbolem suwerenności bogini Tanit. Była również używana jako emblemat boskości Isztar, a także sumeryckiego kreatora boga Enki. W tradycji hermetycznej, kaduceusz jest symbolem duchowego przebudzenia i porównuje się go do bliźniaczego Kundalini z hinduistycznego mistycyzmu. Niemałe znaczenie kaduceusz odgrywał też okultyzmie, gdzie interpretowano go jako symbol harmonii żywiołów (ziemi, powietrza i ognia).
- Pan wierzy w te brednie? – skrzywił się Karski i sięgnął po wystygłą filiżankę kawy.
Majewski nie odpowiedział od razu. W wypełnionym dymem papierosowym gabinecie prokuratora zapadła cisza.
- Są rzeczy, które się filozofom nie śniły. To truizm. Ale nie znamy wszelkich aspektów Boga czy natury. Przestrzeń wokół nas…
- To mnie dziś mniej interesuje – przerwał mu Karski. – Wróćmy do pana stwierdzenia, że Randers coś panu proponował.
- Umówił się ze mną w tym hotelu. Miał się odezwać i chciał wiedzieć jaką cenę zaproponuję.
- I jaką?
- Nie zdążył mi przedstawić żadnych informacji. Nie spotkaliśmy się. Miał się sam skontaktować.
- Skąd prawdopodobieństwo, że nie wyssał sobie tej bajeczki o magicznym przedmiocie z palca? – Karski poczuł, że dziwnie zaczyna odczuwać ból głowy.
- Trafił na list jakiegoś francuskiego emigranta, który wywiózł kaduceusz z Francji uciekając przed rewolucją. Miał też zabrać ze sobą kolekcję rzadkich rękopisów.
Prokurator poczuł, że robi mu się gorąco. Ta historia zaczynała brzmieć prawdopodobnie.
- Problem stanowiła niewiadoma do jakiego trafił miasta. Ponoć jednak udało się ustalić, że jest to właśnie Gostyń. Tam miał zostawić wskazówkę.
- Warto dla niego zabić?
- To rzecz wartościowa, droga. A dla masonów bezcenna. W rękach okultystów może stanowić niebezpieczną broń.
- Okultystów? Czarna magia? – uśmiechnął się Karski. – Przypominam, że żyjemy w XX wieku.
- Są ludzie, którzy najpierw szukali oświecenia w wolnomularstwie, a potem skierowali się na ścieżkę magii i obłędu – wymijająco odparł Majewski.
- A dlaczego stwierdził pan, że żadna z osób w salonie nie znalazła się tam przypadkowo?
- Bo wiem, że wszyscy wiedzą coś o masonerii. Kierowski interesował się gostyńską farą, a wiem, że trop kaduceusza tam biegnie. Podobnie Dratwa. I do tego uczy się hebrajskiego – to potrzebne do zrozumienia kabały. Kiedy powiedziałem, że zajmuję się Mycielskim zauważyłem jak obaj aż drgnęli.
- A co do tego ma Mycielski?
- To przywódca loży Francuzi i Polacy Zjednoczeni z początków XIX wieku. Leży pochowany w podziemiach bazyliki na Świętej Górze.
- Sądzi pan, że Randers zwrócił się do tych osób z podobna propozycją, jak do pana?
- Tak. Chciał wynegocjować najlepsza cenę.
- A ksiądz?
- Jest proboszczem fary. A wokół fary to wszystko się toczy. Kiedy wyszedłem na korytarz zobaczyłem go jak kręcił się koło tej palmy, co najpierw stała naprzeciw mojego pokoju. Jak mnie zobaczył to się zmieszał i zaprosił do salonu.
- Jest coś jeszcze?
- Spotkałem znajomego z masonerii. Tu w Gostyniu. Alfred Radtzky. Był masonem, ale odszedł od nas.
- Mieszka tu. Jest przedsiębiorcą budowlany. To bogaty- i wpływowy człowiek. Po co bawiłby się w magię?
- Wśród nas nie ma raczej ubogich – uśmiechnął się kpiąco Majewski. - Wiem, że szukał pomocy w poznawaniu czarnej magii. A chciałbym uniknąć, żeby ten magiczny przedmiot wpadł w ręce szaleńców.
Karski przyjrzał mu się uważnie. Ten człowiek byłby zdolny do popełnienia zbrodni. I to w sposób precyzyjnie zaplanowany. Ale w czasie zabójstwa siedział z proboszczem w salonie. Nie mógł więc wyrzucić Randersa przez okno. No chyba, że zrobili to wspólnie z księdzem? Ale po co?
Nagle poczuł silny ból w klatce piersiowej. Przez chwilę wydawało mu się, że ktoś wbił mu ostrze sztyletu dokładnie pod lewą łopatką. Chciał wstać, ale przestaw nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Resztkami sił uniósł się na rękach opierając o poręcze fotela. Chciał coś powiedzieć, ale z ust wydobył się tylko przeraźliwy charkot. Świat zaczynał tracić barwy i dziwnie zacierać barwy. Zanim stracił przytomność, jego mózg zarejestrował jeszcze, że Majewski zrywa się fotela i coś krzyczy.

You have no rights to post comments

Related Articles