Opowiadanie VI

Opowiadanie VI

Gostyń
Gmach sądu
6 kwietnia 1912

Karski wyciągnął papierośnicę i skierował w kierunku Krzyżostaniaka, ten jednak pokręcił przecząco głową, wyciągnął swój tytoń i zaczął skręcać papierosa.
- Nie lubię tych twoich papierosów, prokuratorze. Palę, a jakbym nie czuł, że palę.
- Jak na razie bardzo lubię swoje papierosy, ale jakbym miał palić twoje, Krzywy, to rzuciłbym po trzech dniach. O ile bym się wcześniej nie udusił.
Po chwili niebieski dym papierosowy wypełnił gabinet prokuratora przy ulicy Sądowej.
- Co mamy?
- Jest prawdopodobne, że ktoś skroił trupa. Portfel znaleźliśmy przy bocznej drodze na Gawronach.
- Czyli żaden z podejrzanych. – Karski podrapał się po głowie.
– Nie zdążyliby dojść tak daleko i wrócić. Prawdopodobnie ktoś widział spadającego człowieka, może podbiegł, by sprawdzić czy żyje a jak zauważył, że nie może pomóc, postanowił zaopiekować się jego portfelem. Sprawdziłeś miejscowych meneli z Kolejowej?
- Zrobiłem tak jak mówiłeś. Ustaliłem, że miejscowa ekipa Pomanieckich i Sidarskich z bramy naprzeciw hotelu nagle zaczęła kupować lepsze trunki. Przycisnąłem najstarszego Pomanieckiego i się wygadał, że pieniądze przyniósł Staszek Sidarski. Chwalił mu się, że teraz to on ma pieniądze, ale będzie jeszcze bogatszy. Tylko musi coś sprzedać, ale on wie komu.
- Masz tego Staszka?
- No nie – Krzywy zrobił smutną minę. – Zniknął. Jak kamień w wodę.
- A wiesz coś o pozostałych?
- Nic ponad to, co dowiedziałeś się bezpośrednio od nich. Wysłałem zapytania do odpowiednich posterunków, ale na odpowiedź będziemy musieli poczekać parę dni.
- A co z miejscem zbrodni?
- Tu udało mi się ustalić – ucieszył się policjant, - że wyrzucono go z pierwszego piętra. Właściwie ze schodów skręcających na poddasze. Tak. Jest takie dużo okno. Nie było zamknięte, a na framudze znajdowały się strzępy odzieży pasujące do ubrania trupa.
- Dziwne – zastanowił się Karski. – Nie miał po co iść na pierwsze piętro.
- W czasie kiedy rozmawiałeś z podejrzanymi, obszukałem korytarz i obejrzałem drzwi od pokoi. Na dywanie widać jakby ktoś ciągnął jakiś przedmiot w kierunku schodów na piętro.
- Korytarz nie był silnie oświetlony. Siedzący w salonie nie widzieli co się dzieje po jego drugiej stronie. Ale jednocześnie nikt nie mógł przejść schodami z lewej strony. Widzieliby również każdego, kto wchodziłby z parteru na piętro. To ogranicza podejrzanych tylko do osób wówczas znajdujących się na pierwszym piętrze.
- Ale teoretycznie, gdyby im wierzyć, każdy ma jakieś alibi. Ksiądz siedział cały czas w salonie, co potwierdzają Kierowski i Majewski. Kierowski nie mógł zabić, bo gdyby wyszedł ze swojego pokoju zauważyłby go ksiądz i Majewski. Kiedy wyszedł zapalić, nasz truposz już leżał na chodniku. Tak samo Majewski. Kiedy wyszedł z salonu i opuścił księdza, Randers już nie żył. Dratwa, mimo że ukrywa co robił w tym czasie, nie mógł wyjść z pokoju tak, by nie zauważyli go siedzący w salonie.
- A Chmura?
- Teoretycznie drzwi jego pokoju znajdowały się już poza zasięgiem wzroku siedzących w salonie. Facet kłamał, że nie był nigdy w Poznaniu, ale w czasie morderstwa chyba faktycznie czytał gazetę. Boy hotelowy twierdzi, że o 7.30 wieczorem zapukał do drzwi. Drzwi były otwarte, wszedł i osobiście wręczył gazetę Chmurze. Facet kazał zostawić drzwi otwarte, więc miał widok na wszystkie osoby przechodzące korytarzem. Twierdzi, że nikogo nie widział. Że nikt nie przechodził!
- Dziwne to wszystko – pokręcił głową Krzyżostaniak. – To duży hotel. Było nawet ogłoszenie o wolnych ubikacjach... Aha i ludzie gadają, że w tym hotelu straszy. Znaczy miejscowi gadają, że w piwnicach jakieś czary się odbywają i omijają Centralny szerokim łukiem.
- Byłeś tam?
- Zamknięte na cztery spusty, a właściciel mówi, że od niedawna ma hotel i nie ma wszystkich kluczy. Zresztą tę część budynku komuś wydzierżawił jeszcze poprzedni właściciel.
- Coś jeszcze?
- Nie, nic. No może tylko… – policjant zawahał się chwilę. – Wydaje mi się, że palma w końcu korytarza też była ostatnio przesuwana.

Karski w milczeniu przyglądał się zdjęciu, które Krzyżostaniak znalazł w marynarce zabitego. Już gdzieś widział ten ciąg znaków. Tylko gdzie? Pozwolił, żeby umysł spokojnie zajął się kojarzeniem wspomnień: zapachów, dźwięków, odczuć, ludzi… Po chwili już wiedział, gdzie powinien się udać.

You have no rights to post comments

Related Articles