Opowiadanie V

Opowiadanie V

Gostyń
6 kwietnia 1912,
godzina 22.30   
W pomieszczeniu panował półmrok. Czuć było zapach indyjskich pachnideł zmieszanych z kościelnym kadzidłem. Od kamiennych ścian bił przejmujący chłód, którego nie mogło pokonać kilkanaście zapalonych pochodni. Taniec ognia na ścianach był jedynym źródłem światła – nigdzie nie było widać okien.
   Błysk płomieni kontrastował z biało-czarnym wystrojem pomieszczenia. Nawet posadzka stanowiła szachownicę pokrytą tymi dwoma kolorami. We wschodniej części znajdowały się najważniejsze obiekty – trzy ołtarze. Największy z nich, ponad dwumetrowej długości zwrócony był na wschód. Pokrywał go karmazynowy obrus z wyszytymi złotą nicią ciągiem znaku heraldycznego kwiatu lilii i przetykanym promieniami słońca. Ołtarz otaczały filary i obeliski na przemian białego lub czarnego koloru. Trzystopniowe podium również pomalowano w kwadraty tymi samymi kolorami, co dawało efekt wirujących wciąż cieni. Tutaj znajdował się mniejszy, ale stanowiący centrum miejscowego kultu religijnego, ołtarz. To właśnie na nim znajdowała się księga (z sześcioma świecami z każdej strony), reprodukcja egipskiej Steli Objawienia z VIII wieku przed Chrystusem, oraz sześć świec z jednej i drugiej jej stronyorazotoczony różami kielich i patena.
Ostatni ołtarz, czarny i najmniejszy, stanowił połączenie dwóch sześcianów. Uznając go za podstawę kolejnych dwóch trójkątów równobocznych, na których wierzchołku jednego znajdowało się coś na wzór chrzcielnicy, a na wierzchołu drugiego - pionowego grobu. Pomiędzy małym ołtarzem a chrzcielnicą siedział ubrany w biel i żółć Diakon.
W wypielęgnowanej, złotej czaszy potężnego kielicha odbijały się zniekształcone owalnością pucharu odbicia stających w milczeniu postaci, które stopniowo zaczęły wyłaniać się z ciemności panujących w drugiej części pomieszczenia.
Ludzie wchodzili pojedynczo. W czarnych płaszczach i kapturach naciągniętych głęboko na twarz wyglądali prawie identycznie. Nikt nie witał się z przybyłymi. Wchodzący stawali w określonym miejscu, jakby przypisanym tylko im, nie rozglądając się na boki.
Tylko dwaj mężczyźni stojący przy lewym filarze nie patrząc na siebie wymieniali krótkie zdania.
- Ten idiota ściągnął nam na głowę same kłopoty! – syknął wyższy z mężczyzn rozglądając się uważnie, czy ktoś jeszcze oprócz jego towarzysza nie słyszy rozmowy.
- Chciał się wykazać, młody jest. Sam go ciągnąłeś wszędzie! – przez chwilę spod kaptura mignęła gęsta siwa broda.
Musieli przerwać, bo Diakon pocałował trzykrotnie księgę i zwrócił się do zebranych:
- Czyń swoją wolę niechaj będzie całym Prawem. Ogłaszam Prawo Światła, Życia, Miłości i Swobody w imię IAO.
- Miłość jest prawem, miłość poddana woli – odpowiedział mu chór zakapturzonych postaci. Po chwili zaczęli wspólnie wypowiadać skomplikowaną formułę wiary:
Wierzę w jednego tajemnego i niewypowiedzianego Pana; w jedną Gwiazdę w towarzystwie Gwiazd, z których ognia powstajemy i do których wrócimy; w jednego Ojca Życia, Tajemnicę Tajemnic, którego imię to CHAOS, jedynego następcę Słońca na Ziemi…
Człowiek z siwą brodą delikatnie chwycił rękaw płaszcza wysokiego mężczyzny.
- Czy on wie, co zrobił? Na co nas naraził?
…oraz w jedno Powietrze, który karmi każdy oddech. Wierzę w jedną Ziemię, Matkę nas wszystkich, w jedno Łono, z którego się rodzimy i w którym odnajdziemy spoczynek, Tajemnicę Tajemnic, której na imię BABALON. Wierzę w Węża i Lwa, Tajemnicę Tajemnic, któremu na imię BAFOMET.
- I że możemy stracić szansę na … - dalsze jego słowa zagłuszył Diakon, który podniósł głos podkreślając rolę ostatnich zdań modlitwy.
Wierzę w komunię Świętych. Ponieważ zaś mięso i napoje codziennie przekształcają się w nas w substancję duchową, wierzę w Tajemnicę Mszy. Wyznaję Chrzest mądrości, dzięki któremu dostępujemy Cudu Wcielenia. Wyznaję tylko swoje Życie, jednostkowe i wieczne, które było, jest i będzie. AUMGN, AUMGN, AUMGN.
Wierni skończyli wyznanie i Diakon usunął się w cień. Jego miejsce zajęła kobieta z mieczem posiadającym czerwoną rękojeść, ubrana w szatę w kolorach bieli, błękitu i złota. Okrążyła kilka razy pierwszy z ołtarzy i położyła patenę obok kielicha. Towarzyszyła jej dwójka dzieci, jedno ubrane całkowicie na biało, a drugie na czarno. Trzeci uczestnik obrzędów, mężczyzna ubrany w prostą białą szatę ze świętą lancą, miał stać się godnym Kapłanem. Teraz nastąpiło przekazanie mocy i siły Kapłanowi, zakończone ubraniem go w szkarłatno-złotą szatę, a Diakon założył mu koronę, na której pomiędzy drogimi kamieniami wił się wąż Ureusz.
Kolejne ceremonie uniemożliwiły mężczyznom kontynuowanie rozmowy. Dopiero kiedy Kapłanka zasiadła na tronie ołtarza i zaczęła swoją przemowę pozbywając się jednocześnie szat, uwaga zebranych skupiła się na niej do tego stopnia, że mężczyźni mogli dalej rozmawiać.
- Ja byłem przeciwny – wysoki mężczyzna mówił ze spokojem klękając na lewe kolano. – Nie załatwia się sprawy na cztery ręce.
Lecz kochać mnie jest lepszym niż wszelkie rzeczy: gdy pod nocnymi gwiazdami na pustyni wnet zapalisz kadzidło mnie poświęcone, przywołując mnie czystym sercem i zwiniętym w nim płomieniem Węża odpoczniesz na chwilę w moim łonie. Za jeden pocałunek gotów będziesz oddać wszystko; lecz ktokolwiek da jedno ziarnko prochu, w ciągu godziny utraci wszystko. Będziecie gromadzić dobra, wzbogacać się o kobiety i pachnidła; będziecie nosić drogie biżuterie; prześcigniecie narody ziemi okazałością i pychą; ale zawsze z miłości do mnie, i tak dojdziecie do mej radości.
- I co teraz zrobimy, jak on nas uprzedzi? Wiemy chociaż kto to?
- Ktoś bezwzględny… Jak my. To może być nawet ktoś z naszych braci.
Nalegam na was, abyście przybyli do mnie w prostej szacie i pięknie zdobionej fryzurze. Kocham was! Tęskno mi do was! Blada lub pąsowa, ubrana lub zmysłowa, ja, która jestem wszelką przyjemnością i szkarłatem, a także upojeniem najskrytszego zmysłu, pożądam was. Nałóżcie skrzydła i wznieście zwiniętą w was sławę: przyjdźcie ku mnie! Ku mnie! Ku mnie! Śpiewajcie dla mnie pieśń miłosną uniesienia! Palcie dla mnie wonne olejki! Noście mi klejnoty! Pijcie za mnie, albowiem kocham was! Kocham was! Ja jestem córą Zachodu Słońca o niebieskim obliczu; ja jestem nieskrytym blaskiem zmysłowości nocnego nieba. Ku mnie! Ku mnie!
- Ten Francuz przywiózł tu nie tylko wiersze. Zostawił ślad.
- O ile dobrze rozumiemy przekaz.
- Wiesz kim będziemy, kiedy to zdobędziemy? – syknął człowiek z siwą brodą.
- Wiem. Ale wiem też, że zbudziliśmy demona, z ręki którego możemy zginąć!
Kobieta zaczęła powoli ubierać się, a Kapłan zaintonował pieśń:
IO IO IO IAO SABAO...

You have no rights to post comments

Related Articles