Opowiadanie IV

Opowiadanie IV

- Proszę potraktować naszą dzisiejszą rozmowę jako wstęp do śledztwa. Na oficjalne przesłuchanie przyjdzie czas – zaczął Karski. – Pana Ignacego już poznałem i powiedział mi parę słów o sobie. Po kolei, w pokoju numer 2 mieszkał pan Wojciech Dratwa.
- To ja – podniósł rękę mężczyzna, który jako ostatni pojawił się w salonie. – Od wczoraj wynajmuję ten pokój.
- Gdzie pan był pomiędzy siódmą a ósmą wieczorem?
- Byłem w pokoju i czytałem.
- Co?
- Słucham?
- Co pan czytał?
- Mam kilka książek, które zgłębiam. To moja sprawa.
- Jakie książki? – ponowił pytanie Karski. Kiedy gasił papierosa w szklanej popielniczce wydawało mu się, że Chmura przygląda się chłopakowi z zainteresowaniem.
- Skończyłem Kiplinga i wziąłem się za kolejny tom – „Zaginiony świat” Artura Conan Doyle`a.
- O! Ja znam jego Holmesa – uśmiechnął się prokurator. - Czy wychodził pan z pokoju?
- Nie widziałem potrzeby – w głosie młodego człowieka Karski wyczuł wahanie. – To nowoczesny hotel i w każdym pokoju jest łazienka.
- Po co przyjechał pan do Gostynia?
- Mam do załatwienia kilka interesów, często tu bywam.
- Czym pan się zajmuje?
- Oprócz interesów w branży rolniczej, jestem zafascynowany historią. Macie wspaniałą starożytną farę…
- Jest sporo starych ksiąg na probostwie. Niestety po łacinie. Zna pan łacinę? Przydałby się ktoś, kto opisze historię tego miasteczka.
- Niestety tylko polski i niemiecki – roześmiał się odprężony Dratwa – Uczę się od niedawna hebrajskiego, ale daleko mi do samodzielności czytania.
- Na stałe mieszka pan…?
- Krotoszyn. Ale często bywam w Gostyniu.
- Panowie sobie tu gawędzą o dupie Maryni, a my czas tracimy – Wacław Chmura znów nie mógł okiełzać swojego zniecierpliwienia.
Głowy wszystkich zgromadzonych zwróciły się w stronę tego mężczyzny z melonikiem na kolanach. Zapalał kolejnego papierosa, tym razem nie częstując nikogo.
- No to pokój numer 3, pan Wacław Chmura – Karski uśmiechnął się w jego stronę, udając, że nie zauważył irytacji w głosie. – Sądząc po akcencie, pan również z zagranicy…
- Z Krakowa.
- Często pan odwiedza Wielkopolskę?
- Po co? Pierwszy raz jestem w Poznańskiem. W sumie zaledwie parę godzin temu przekroczyłem granicę.
- Pociągiem?
- Dziś to najszybszy środek transportu – roześmiał się pan Wacław. – Z Krakowa do Wrocławia. Potem do Leszna, a dziś Leszno ma aż siedem połączeń. Między innymi do Gostynia.
- Co pana do nas sprowadza?
- Interesy. Nie chciałbym mówić szczegółów, sprawy związane z tajemnicą zawodową moich kontrahentów.
- Co pan robił między siódmą a ósmą?
- Czytałem gazetę. Przyniósł mi recepcjonista. Nawet świeża. Z rana.
- No to miał pan szczęście. „Kurier poznański”?
- Nie, „Dziennik poznański”. To ma jakieś znaczenie?
- Tutejsze mieszczaństwo woli Kuriera, jest narodowy. Ale pan z zagranicy, coś ciekawego w prowincjonalnym piśmie znalazł?
- Nudne jak flaki z olejem. Ale ciekawostkę z Galicji znalazłem, że ludność w ciągu 100 ostatnich lat z trzech do prawie pięciu milionów wzrosła. Ale ostatnio Galicja wyhamowała i szybciej rozwija się Poznańskie.
- Miło to słyszeć – uśmiechnął się Karski i odwrócił do ostatniego gościa. - Pan Waldemar Majewski. Też z zagranicy?
- Nie – roześmiał się mężczyzna. – Poznaniok z krwi i kości.
- Między siódmą a ósmą był pan w swoim pokoju?
Wiatr uderzył w budynek Hotelu Centralnego, jakby chciał wtrącić się rozmowę w salonie. Gdzieś w korytarzu przeciąg spowodowany widać otwartym oknem targnął drzwiami.
- Czy mi się wydaje? – Majewski bawił się leżącym na stoliku nożem do otwierania kopert – Czy też pan nas wszystkich podejrzewa?
- W rzeczy samej – prokurator powiódł wzrokiem po obecnych. – Ktoś wyrzucił człowieka przez okno na bruk. A tylko panowie tam byli. Pan też, panie Majewski?
- Tak, ale nie przypominam sobie, żebym kogoś wyrzucał przez okno – uśmiechnął się drwiąco. – Przyjechałem do Gostynia wczoraj.
- I zapewne w interesach?
- A nie! Działalność naukowa. My w Poznaniu też przykładamy dużą wagę do działalności kulturalnej i naukowej.
- Nie zauważyłem w Gostyniu zbiorów godnych wyprawy z Poznania.
- Ale na Świętej Górze tak. Szukam informacji o Stanisławie Mycielskim.
W salonie było bardzo cicho. Dawało się wyczuć napięcie. Karski miał wrażenie, że wszyscy przysłuchują się przepytywanym ze szczególną uwagą. Tak jakby, mimo, że byli sobie obcy, coś ich łączyło.
Spojrzał na przyniesiona przez recepcjonistę kartkę.
- No to brakuje nam pana Paula Randersa. Czy ktoś z panów go znał? Może rozmawiał z nim?
Żaden z mężczyzn nie odpowiedział na jego pytanie. Karski postanowił nie przerywać krępującej ciszy. Wyjął znalezione przy zwłokach zdjęcie i przyjrzał mu się uważnie. Fragment starych drzwi z dziwnym napisem. Dlaczego właśnie ta, z pozoru nic nie znacząca fotografia, została ukryta? Co mogą oznaczać wyryte litery? Już gdzieś je widział? Tylko gdzie? Przesuwanie krzeseł i foteli przerwało jego rozmyślania. Karski podniósł głowę i ze zdziwieniem zauważył, że wyjęcie fotografii wywołało ogromne zainteresowanie prawie wszystkich obecnych w salonie.

Komentarze   

0 #1 X 2021-04-09 15:59
Nie zauważyłem w Gostyniu zbiorów godnych wyprawy z Krakowa. Tutaj nie powinien być Poznań?
Admin: Tak, oczywiście! Już poprawiamy.

You have no rights to post comments

Related Articles