Prolog

Prolog

Ostrowo, wieś pod Gostyniem
29 marca 1912 roku, piątek, godzina 21.34

Z osmalonego dymem kociołka buchnął nagle płomień oświetlając twarz pochylonej nad paleniskiem kobiety. Jej popękane usta wymawiały bezgłośnie jakąś modlitwę czy zaklęcie, a oczy wpatrywały się w taflę bulgoczącego płynu. Powierzchnią co jakiś czas wstrząsało gwałtowane bulgotanie oraz spadające kawałki ziół czy innych produktów wrzucanych przez staruszkę. Wyciągnięta dłoń lekko drżała a powykręcane artretyzmem, zakończone długimi, żółtymi paznokciami palce kruszyły wysuszone na wiór części roślin.
W małej izdebce roznosił się ostry zapach, od którego siedzącym w kącie na drewnianej ławie dwóm mężczyznom zaczęło kręcić się w głowie.
- Czy to konieczne? – spytał szeptem młodszy przecierając chusteczką zaczerwienione od dymu oczy. Jakby ze zdziwieniem obejrzał ciemne smugi pozostawione na jasnym, jedwabnym kawałku materiału, zdjął kapelusz i wytarł czoło. Miał około czterdziestu lat, ale na spoconej głowie nie został mu ani jeden włos. – Czy aby nie zniżamy się do poziomu prymitywnych guseł polskiej wsi? To zabobony, a nie magia.
- Każde działanie, które opiera się na intuicji, a nie rozumie, już jest magią. Czasami nie wszystko rozumiemy, bo nie rozum tu potrzebny a właśnie magia – drugi mężczyzna przygładził wąsa. Mówił spokojnym, cichym głosem, jak ojciec, który nigdy nie tracąc cierpliwości wyjaśnia dziecku, dlaczego nie powinno wkładać ręki do pieca. – Od tej heksy, możemy się wiele nauczyć. Te obrzędy mają moc, z której nasi mistrzowie korzystają od wieków.
Nerwowe syknięcie zniecierpliwionej staruszki przerwało rozmowę. Mężczyźni pokornie zamilkli pochylając głowy. Stara wróciła do miarowego mamrotania słów, których tylko strzępki dochodziły do ich uszu. Zresztą i tak niewiele mogli zrozumieć.
Kiedy znad kotła zaczął unosić się jasnozielony dym, kobieta ciężko wstała i podeszła do stołu. Wzięła elegancką spinkę do mankietów, która mocno kontrastowała z ubogim, i co tu ukrywać, niechlujnym wystrojem pomieszczenia. Chwilę przyglądała jej się z zaciekawieniem, po czym zanurzyła na chwilę w garnku i szybko wrzuciła ociekający gęstą mazią przedmiot w ogień. Buchnęło, aż małe kawałki rozpalonego drewna wyskoczyły na powałę i opadły na klepisko.
- To wszytko, zrobiłam com mogła – ciężko dysząc kobieta oparła się o niczym nie ozdobioną drewnianą ścianę izby.
Młodszy mężczyzna dopiero teraz zauważył, czego brakowało w wystroju tej wiejskiej chatki. Nie często bywał w chłopskich zagrodach, ale wiedział jak wyglądają. I te biedne, w których ludzie dzielili jedną izbę ze zwierzętami, i te bogatych gospodarzy, których tu nie brakowało, gdzie ściany były odmalowane, a nie jeden zaczynał już stawiać murowane budynki. Wszystkie miały swój charakter, ale łączyła je ta specyficzna ludowa religijność. W pomieszczeniu, gdzie się znaleźli nie było ŻADNEGO świętego obrazu czy choćby krzyża!
Z zamyślenia wyrwało go klepnięcie w udo. Sięgnął do kieszeni i wyjął z eleganckiego portfela banknot dwudziestomarkowy. Zawahał czy podać go do ręki kobiecie, ale na widok pokrytej zaschniętymi plamami wyciągniętej w jego stronę dłoni, położył pieniądze na stole.
- Reszta jak będą widoczne efekty.
Stara widząc jego zakłopotanie zarechotała i szybkim ruchem schowała pieniądze za paskiem spódnicy.
- Polecam się szanownym panom – jej ukłon zdecydowanie można było zakwalifikować jako szyderczy.
Starszy mężczyzna udał, że nie widzi pogardy w oczach staruszki i nie fatygując się uchylić kapelusza na pożegnanie, skierował się do wyjścia.
Księżyc w pełni oświetlał im drogę. Dorożkę zostawili dwieście metrów dalej. Nie chcieli, żeby ktoś wiedział dokąd się udawali.
- Czy to zadziała? – spytał łysy.
- Według tej heksy, do następnej pełni księżyca powinien już być martwy. Biała i czarna magia zawsze się uzupełniały. Nie bez przyczyny od wieków Kościół walczył z magią, wiedźmami, upiorami i strzygami. Jak myślisz? Gdyby nie było to coś poważnego, to poświęcałby na to tyle energii i czasu? Minęło osiem lat od Równonocy Bogów… Siła magii niepoznanej ludzkim rozumem jest ogromna!
- Tylko czy musimy się posuwać do…
- Czyńcie, co chcecie, będzie całością Prawa!
- A dlaczego właśnie on?
- Mamy misję do spełnienia. A w tym mieście jest niewielu, którzy mogliby nam przeszkodzić. Nie warto ryzykować, on musi wypaść z gry! Jest zbyt inteligentny by pozostawić go na naszej drodze.
Młodszy mężczyzna ze zrozumieniem pokiwał głową. Prokurator Adam Karski był przeciwnikiem, którego należało wyeliminować już na początku rozgrywki.

You have no rights to post comments

Related Articles